Jak mieszkało się w Bloku Szwedzkim, ikonie nowohuckiego modernizmu, perle PRL-owskiego dizajnu? Gdzie bawiły się dzieci, jak wieszano firanki, gdzie spał pies?
W pierwszym odcinku podcastu "Ludzkie Wnętrze" Katarzyna Kobylarczyk rozmawia z Maciejem Czekajem-Słowikowskim, historykiem sztuki, autorem instagramowego profilu @blok_szwedzki oraz jego sąsiadką panią Martą, która mieszka w bloku od samego początku. Usłyszymy nie tylko o historii powstawania budynku, ale też o tym, jak mieszka się w nim obecnie.
Podcast jest częścią projektu "Nowohucka Siła Sprawcza/Naprawcza" realizowanego przez Ośrodek Kultury Norwida w ramach wydarzenia "Sztuka do Rzeczy - Design w Krakowie"
Transkrypcja nagrania:
[odgłos dzwoniącego domofonu]
Głos z domofonu
[śmiech] Tak?
Katarzyna Kobylarczyk
Dzień dobry, kłania się Kasia Kobylarczyk.
Głos z domofonu
Piąte piętro.
Katarzyna Kobylarczyk:
Dziękuję!
[odgłos wyłączanego domofonu]
Katarzyna Kobylarczyk
Nazywam się Katarzyna Kobylarczyk, jestem reporterką i dla Nowohuckiego Archiwum Społecznego Ośrodka Kultury Norwida zbieram opowieści o Nowej Hucie. W ramach projektu „Sztuka do Rzeczy - Design w Krakowie” postanowiłam sprawdzić, jak słynny PRL-owski design sprawdził się w codziennym życiu mieszkańców Nowej Huty. Swój podcast zatytułowałam „Ludzkie Wnętrze”, bo to ono interesowało mnie najbardziej.
[odgłos jadącej windy]
Katarzyna Kobylarczyk
Dzień dobry. Witam Państwa bardzo serdecznie z Bloku Szwedzkiego. Właśnie znajdujemy się w windzie, stąd te dziwne odgłosy. Jedziemy na piąte piętro. To najwyższe piętro, które obsługuje winda, a my będziemy musieli wspiąć się jeszcze piętro wyżej.
O!
Dojechaliśmy i wysiadamy.
[odgłos otwieranych drzwi windy. Kroki na korytarzu i schodach]
Maciej Czekaj-Słowikowski
Cześć Kasiu!
Katarzyna Kobylarczyk
Cześć!
Katarzyna Kobylarczyk
Blok Szwedzki jest jednym z najsłynniejszych nowohuckich bloków. Zaprojektowany przez Martę i Janusza Ingardenów był nie tylko odpowiedzią na ogromne potrzeby mieszkaniowe Nowej Huty, ale także budynkiem na wskroś nowoczesnym, wykorzystującym zupełnie nowe techniki budowlane, takie jak beton komórkowy siporex i przeniesienie funkcji nośnej na wewnętrzny szkielet budowli. Nowy blok miał mieć wielkie okna, duże balkony typu loggia i umeblowane kuchnie. Po latach postanowiliśmy zapytać jego mieszkańców, jak naprawdę się tu mieszkało. Czy nowoczesny design dobrze się sprawdził w codziennym życiu? Moimi rozmówcami są sąsiedzi: Maciej Czekaj-Słowikowski, historyk sztuki, autor profilu blok.szwedzki na Instagramie i jego sąsiadka, pani Marta, która w Bloku Szwedzkim mieszka od samego początku.
Katarzyna Kobylarczyk
To teraz, Maciek, jako ekspert, musisz opowiedzieć o tym, czym jest Blok Szwedzki dla Nowej Huty?
Maciej Czekaj-Słowikowski
Jaskółką zmieniającą dotychczasowe zasady gry, no bo tutaj [panował] socmodernizm i jakby konstytuowanie form przez dodawanie różnych elementów tradycyjnej architektury polskiej, renesansowej. To jest w ogóle bardzo ciekawy przeskok, bo przecież nasz architekt zaprojektował dosłownie sześć lat wcześniej, razem ze swoją żoną, Centrum Administracyjne, mówią o tym Pałac Dożów, Watykan. Pojechał, i to jest dokładnie udokumentowane, w 1956 roku - między lutym a marcem - w trakcie Odwilży, dostał możliwość pojechania do Szwecji, do Göteborga. Mamy stamtąd gazety właśnie z tych przełomów luty-marzec. Zdjęcie też w gazecie było opublikowane właśnie, że jest tam i tam nie ma Marty, więc też nie wiadomo czy Marta [mowa o Marcie Ingarden] była na tym wyjeździe, czy potem jej wszystko Janusz opowiedział. Ten blok, jeżeli można to wydatować dokładnie, no bo luty, marzec 1956, on jest w Szwecji, a już w 1957 w listopadzie pani Marta [mowa o sąsiadce Maćka, zbieżność imion z Martą Ingarden jest przypadkowa] się wprowadza.
Pani Marta
Ale pod koniec 1956 roku albo na początku 1957 roku, bo mój tato był w wojsku na ćwiczeniach, jechałyśmy z mamą po odbiór pieniędzy i szkielet już tutaj tego bloku stał. Od 7 listopada wprowadziliśmy się. Ja przyjechałam, tak jak to pan Maciek zaczął mówić, z siostrą mamy tramwajem. Ale wcześniej przyjeżdżaliśmy tutaj kukać na to mieszkanie. Jeszcze coś tu wykańczali chyba w klatkach schodowych, tak żeby to się opóźniło. A mama z tatą przyjechali takim autem tutaj. Ten wieżowiec jeden stał, chyba ten pierwszy. I tutaj tak przyjechali autem i tu były rozkopy. A z tamtej strony gdzie kościół stoi była taka łąka duża. No i tyle. I po tej łące przyszliśmy.
Maciej Czekaj-Słowikowski
Tam na zdjęciach był kasztanowiec.
Pani Marta
Kasztanowiec to był tu na wprost mojego balkonu. Pies wyleciał pierwszy na szóste piętro.
Katarzyna Kobylarczyk
Nie było windy?
Pani Marta
Oj, windy nie było długo. Nie wiem dlaczego. Moja mama miała pod górkę, bo przecież brat miał dziewięć miesięcy, a wózek był taki, takie autka były dawniej modne. To taki wielki ten wózek, gdzieś wysoki taki i targać ten wózek… Podziwiałam mamę, to znaczy dziś, z perspektywy czasu, bo mama zjeżdżała tym wózkiem po schodach, ale ile musiała się wspinać!
Maciej Czekaj-Słowikowski
To nie korzystała z tej wózkowni naprzeciw windy?
Pani Marta
Nie. Jakoś na samym początku winda dopiero ruszyła gdzieś pod koniec grudnia. Coś tu jeszcze dorabiali, nie wiem. Czy odbioru technicznego nie było? Trudno mi powiedzieć, bo ja jako dziecko to nie pamiętam takich tych... Wiem, że nie było tej windy, że chodziliśmy na nogach.
Katarzyna Kobylarczyk
Czy wiedzieliście, że mieszkacie w Bloku Szwedzkim?
Pani Marta
Tak, bo tu od samego początku ta nazwa przewijała się.
Katarzyna Kobylarczyk
Tak? Czyli to nie jest taki późniejszy dodatek?
Pani Marta
Nie. Od samego początku.
Katarzyna Kobylarczyk
A było wiadomo skąd ta nazwa się wzięła?
Pani Marta
Ja podejrzewam, że ja się dowiedziałam później, natomiast może rodzice wiedzieli. Czy ja wiem? Myśmy to przyjęli jako pewnik.
Katarzyna Kobylarczyk
A czy wszyscy się tutaj wprowadzali mniej więcej w tym samym czasie?
Pani Marta
Nie, różnie. Bo jak myśmy się wprowadzili w 1957 roku, to już tu były trzy, dwie klatki zasiedlone, no i część mieszkań było zasiedlonych w naszej klatce. Natomiast w 1957 roku, do końca 1957 roku, do drugiej przełączki, czyli do piątej klatki były zasiedlane.
Katarzyna Kobylarczyk
Czyli to klatkami?
Pani Marta
Klatkami. I cały blok chyba dopiero gdzieś pod koniec 1958 roku został zasiedlony, bo to tak tymi segmentami do przełączek oddawali.
Maciej Czekaj-Słowikowski
Pani Marta się bawiła jako dziecko na budowie.
Pani Marta
To tego nie zapomnę do końca życia. [śmiech]
Katarzyna Kobylarczyk
Co się stało? [śmiech]
Pani Marta
Wyszliśmy po rusztowaniu z bratem na czwarte piętro i ojciec nas zobaczył. Zeszliśmy z powrotem po tych drabinach, bo to takie zewnętrzne drabiny były. Szczyt głupoty. Zabrał nas do domu, dostaliśmy takie baty…! Ja pierwszy i ostatni raz wtedy dostałam [śmiech].
Katarzyna Kobylarczyk
A czy była wtedy w ogóle taka świadomość tego, że ten blok jest nowoczesny? Że jest nowocześnie zaprojektowany? Czy to się dostrzegało?
Pani Marta
Myślę, że tak. To znaczy myśmy z bratem to odbierali. No w porównaniu z tą naszą starą rajszulą, gdzie nie było łazienki… Ciepła woda, ten piecyk, gaz na miejscu, bez węgla [szczekanie psa]. Myślę, że ludzie mieli poczucie tutaj, że to jest, jakby na to nie patrzeć w porównaniu z tym, co zostawili na wsi, albo nawet my w mieście, gdzie nie było wygód, no to to był luksus.
Maciej Czekaj-Słowikowski [pokazuje blok siporexu]
Tu jest coś brudnego, ale to jest taki kamień milowy budownictwa Bloku Szwedzkiego, bo to jest ten siporex słynny.
Katarzyna Kobylarczyk
O rany, to jest siporex!
Maciej Czekaj-Słowikowski
Tak. Z tego jest zbudowana, są ściany tarczowe tutaj, czyli te wszystkie elewacyjne, które nie mają ścian zewnętrznych, które nie mają funkcji nośnych. No bo to jest lekkie, to wygląda tylko.
Pani Marta
Ale muszę państwu powiedzieć...
Katarzyna Kobylarczyk
O rany, to jest jak pumeks!
Maciej Czekaj-Słowikowski
Tak. Tak, dosłownie.
Pani Marta
Tu niektórzy mówili, że to był pustak skawiński, ale to chyba nie.
Maciej Czekaj-Słowikowski
Nie, w książce o architekturze z Norwida [wydanej przez Ośrodek Kultury im. Cypriana Kamila Norwida w Krakowie] dokładnie jest miejsce tam wskazane na Śląsku, gdzie to produkowali. I produkowali, co ciekawe, jeszcze zanim w ogóle powstała koncepcja Bloku Szwedzkiego, tak, że ta technologia była ze Szwecji, natomiast nie była specjalnie, jak to nieraz opisują, by dodać tej ważności temu blokowi, że specjalnie dla Bloku Szwedzkiego ściągnięto tutaj siporex. Nie. Ten siporex był w Polsce, na licencji oczywiście szwedzkiej. No i Janusz skorzystał z...
Pani Marta
Rzeczywiście, że to lekutkie!
Maciej Czekaj-Słowikowski
...Janusz skorzystał z technologii, która była. No i przyniósł ją tutaj i stwierdził, że no to jest fajne, żeby wykorzystać ją. Natomiast on [siporex] jest niepalny, to jest ważna właściwość. Druga to jest taka, że no, jest lekki, jak możemy się przekonać. Ale dzięki temu ma też wady, jest kruchy, więc nie można na tym stawiać konstrukcji, więc my mamy te konstrukcje słupowe, te słupy widać na przykład tutaj w przełączkach, no i to one przenoszą obciążenia ścian, to jest taka konstrukcja.
Pani Marta
Dlatego też mamy zimno w mieszkaniach teraz, bo już przepuszczalność tego jest zupełnie inna niż teraz się robi.
Maciej Czekaj-Słowikowski
Duże okna, tak? No to to też, no, te termiczne...
Pani Marta
Ale ja jak robiłam pierwszy remont w kuchni w latach dziewięćdziesiątych, to pan… W ogóle tutaj ściany były pokryte czymś takim jakby gips, takim miękkim, jak chcieli rodzice dziurę zrobić na obraz jakiś, no to wywalało się, bo się sypało, tak jakby coś z piaskiem, nie wiadomo co to było.
Katarzyna Kobylarczyk
No to przepraszam, to znaczy tak, siporex jest na zewnątrz, prawda? Na zewnętrznych ścianach, a żelbet to jest żelbet, prawda?
Pani Marta
Stropy.
Maciej Czekaj-Słowikowski
Stropy są. I te ściany między sąsiadami de facto, a więc my mamy o tyle tutaj fajnie, ja nieraz o tym mówię, że my się tutaj czujemy jak w domku na wsi, bo my tutaj nie słyszymy sąsiadów. Też nie mamy żadnych dzieci…
Pani Marta
Z dołu czasem.
Maciej Czekaj-Słowikowski
Ale my mamy Anię z pieskiem na dole, więc czasami Lolę może słychać jak szczeka, ale to tylko pionem wentylacyjnym. Natomiast tutaj jest na tyle gruba ściana, bo to jest ta żelbetowa ściana, która przenosi konstrukcję, że my sobie tutaj możemy ładnie tutaj wszystko zaaranżować jak chcemy. To jest też takie nowoczesne myślenie, bo pani Marta też dodatkową ścianę sobie wybudowała, żeby podzielić ten duży pokój i z dziećmi tam, jeszcze jak dzieci mieszkały, zamieszkać w sposób komfortowy. To jest ta konstrukcja i co ciekawe, tutaj są trzy filary. Środkowy filar ma kanalizację. Tak, że dodatkowo jeszcze, i to też jest projekt Ingardena, że musiała gdzieś ta kanalizacja spływać, więc normalnie w filarze jest pociągnięta kanalizacja tutaj do piwnicy właśnie. I tak tu funkcjonujemy. Właśnie mieszkamy nad taką przełączką. Gdzieś tam filar jest w salonie fryzjerskim, zabudowany już teraz karton gipsem, no i tam spływają nasze nieczystości. No i to tak. Dlatego są też te mieszkania odwrócone, no bo pion kanalizacyjny jest tylko tutaj w środku, no więc łazienkę sąsiad też ma tam. To jest jedyny determinant tego mieszkania, że na środku, przy wejściu, naprzeciwko wejścia musi być łazienka, a resztę no to kuchnię można sobie dać w salonie, kuchnię można sobie dać po drugiej stronie, można sobie zlikwidować kuchnię i jakby nie ma z tym problemu tak, że… Wyposażenie nie szło tak szybko ze względu na niedobory z tą nowoczesnością architektury. Czyli my mamy nowoczesną konstrukcję, wielkie okna, dużo wyróżników, kolory i tak dalej. Jakby to jest niezaprzeczone. Natomiast one były te mieszkania urządzone bardzo tradycyjnie.
Pani Marta
[szeptem] Coś podobnego jest po remoncie…
Maciej Czekaj-Słowikowski
Jest, jest, jest. I to są takie dość proste rzeczy. To trzeba powiedzieć, to, co pani Marta powiedziała, a co mnie zawsze uderza: bo ludziom się wydaje, że do Bloku Szwedzkiego, ze względu na to, że to taki nowoczesny blok, to się wprowadzali dygnitarze.
Pani Marta
Że tu elita mieszkała. A generalnie w granicach gdzieś 80, 75 procent, nawet bym powiedziała, że ponad 80, no to ludzie ze wsi. Mało kto z Krakowa. U nas tutaj my byliśmy z Krakowa, no i Brosy. A tak to reszta wszystko przyjezdni.
Katarzyna Kobylarczyk
A jak tu się mieszkało? Czy to były wygodne mieszkania?
Czy one były na przykład ustawne? Łatwo tu było dobrać meble? Czy trzeba było się zmagać trochę?
Pani Marta
To znaczy... wie pani, co? Ja już jak zaczęłam meblować, to dla mnie trochę nieustawne. Szczególnie ten mały pokój od strony północnej, bo on tak: tu ma 3,20 metra po tej stronie. Zaraz dalej był kaloryfer i tak on nie ten. Z drugiej strony ściana od łazienki, no i zaraz wejście i taki kawałek. Tak, że tam mieliśmy tak: dwa łóżka, które stały razem, no to chyba standard we wszystkich mieszkaniach. Były dwa nakastliki, tak to się mówi? Dwie szafki nocne, nakastliki i była toaletka, to stało w małym pokoju. Łóżeczko tam było dziecinne, no bo brat był młodszy. Dziewięć miesięcy miał, jak myśmy się wprowadzili. Natomiast myśmy z bratem starszym spali w tym dużym pokoju. Był jeszcze tapczan, był stół okrągły, no i do tego były te krzesła sławetne. Które się już rozlatują. Muszę nowe krzesła zdobyć.
I oprócz tej szafy, która była wbudowana, była szafa trzydrzwiowa, taka drewniana. Później rodzice, chyba w 1958 roku, bo to jakoś tak dosyć szybko, dokupili w sklepie meblowym właśnie w tym francuskim budynku [pani Marta ma na myśli tzw. Blok Francuski], kredens. Taka wielka komoda i z taką nadstawką przeszkloną, tam były różne, co stały. Kryształy nie, bo mama się nie lubiła w kryształach.
To były drewniane łóżka, bo one były mocne i miały takie stelaże ciężkie metalowe, i w środku była sprężyna, na której materac był. I myśmy z bratem skakali po tym łóżku, bo na tej sprężynie się da, tak jak na trampolinie skakaliśmy. I też pamiętam, że zepsuliśmy to jedno łóżko i cały ten stelaż wpadł do środka.
[śmiech]
Też ojciec stolarza musiał wołać, żeby tam jakoś tego.
[śmiech]
Maciej Czekaj-Słowikowski
W latach pięćdziesiątych jeszcze ciągłego niedoboru powojennego w naszym bloku były meble i były meble kuchenne. I mamy tutaj taki projekt…
Pani Marta
Były meble kuchenne.
Maciej Czekaj-Słowikowski
...projekt, który się udało z Muzeum Huty wyciągnąć. I tak wyglądała ta kuchnia [pokazuje]. Tak, że w pełni wyposażona.
Pani Marta
Kuchnia była wyposażona całkiem porządnie, bo tak był - tutaj widzę - piec. Piec gazowy był zaraz tutaj przy tym. Tak, że on był dobrze posadowiony w tym miejscu zaraz jak się wchodziło do tego. No i potem w ciągu były szafki dolne, przy oknie zlew, no i na górze były te szafki. Tak, że to było wyposażone całkiem poczciwie. I w pokoju, nie wiem czy pan tu ma, dużym, była szafa garderobiana. Trzydrzwiowa, duża.
Maciej Czekaj-Słowikowski
Z dwóch stron była, od strony przedpokoju i od strony pokoju.
Pani Marta
To znaczy nie, od strony przedpokoju była wnęka. Była wnęka.
Maciej Czekaj-Słowikowski
A garderobiana od strony pokoju.
Pani Marta
Była wnęka. W tej wnętrze u nas pies miał swoje posłanie. W całej prawie wnęce.
Maciej Czekaj-Słowikowski
To ten seter, co przyjechał.
Pani Marta
Seter, tak. To znaczy ono nie było specjalne, bo to ta wnęka była, która była częścią, tak jakby, jak się wchodziło do mieszkania do mnie, po drugiej stronie, to po lewej stronie ta wnęka była. I tutaj sąsiedzi pozabudowywali sobie te szafy, natomiast ponieważ myśmy mieli psa, więc rodzice ustalili, że tam ten pies będzie sobie leżał. Takie wygodne, duże legowisko.
Maciej Czekaj-Słowikowski
[pokazuje ilustracje]:
Tutaj jest ta kuchnia, tutaj są te charakterystyczne szafki pod sam sufit. To jest bardzo charakterystyczne też w tym bloku, że nie ma nadproży nad oknami.
Pani Marta
To moja mama ubolewała, bo karniszy nie dało rady założyć, bo karnisz generalnie już tą warstwę taką kryjącą, maskującą miał dosyć, no tak gdzieś z 15 centymetrów, to już okna nie można było otworzyć. I tu generalnie wszyscy, ponieważ większość pracowała na kombinacie, więc tam przynosili taki odpowiedni drut. Wbijali takie, ja nie wiem jak to nazwać, takie, w zależności od, no w dużym pokoju to trzeba było ze cztery, a w małym pokoju u nas były trzy takie wsporniki w sufit, nawiercone były dwa otwory, no przez jeden przechodził jeden drut z takimi nakrętkami tam. To było tak precyzyjnie. No to chyba na wydziale drutowym, je tam zrobili. I na jednym wisiała firanka, a na drugim zasłonki. Także tak sobie to radzono w ten sposób. Nawlekano.
Katarzyna Kobylarczyk
Czyli jednak mieszkańcy chcieli mieć firanki?
Pani Marta
No tak, mimo że były dosyć duże odległości [między blokami]. Na przykład tam na Hutnicze [osiedle] to nie było siły, żeby się... Aczkolwiek w latach siedemdziesiątych byli podglądacze.
Katarzyna Kobylarczyk
Naprawdę?
Pani Marta
Tak. I z naszego bloku, bo myśmy mieli znajomych na Hutniczym, więc z Hutniczego, z tego środkowego bloku, to jest numer 2, też tam był taki podglądacz. Ale u nas notorycznie, to z piątego piętra. Miał postawiony taki stelażyk, stojaczek, tam miał lornetkę taką i godzinami siedział.
Katarzyna Kobylarczyk
Powiedzieliście na początku, że kuchnie były źle zaprojektowane.
Maciej Czekaj-Słowikowski
Tak, tu jest może cytat, będzie najłatwiej. Cytat będzie najłatwiej, to łatwo znaleźć, bo to na samym początku jest.
Katarzyna Kobylarczyk
Czyli taka krytyka jednak była w prasie.
Maciej Czekaj-Słowikowski
Tak, tak, tak. Krytyka była dość znacząca. [czyta] „Mniejszy typ mieszkania opracowany jest bez zarzutu”. Czyli ten środkowy.
Pani Marta
Tak, środkowy. I środkowe mieli bardzo ładne kuchnie, duże, szerokie. A z tej strony te kuchnie były naprawdę mało takie komunikacyjne, no źle się było poruszać.
Maciej Czekaj-Słowikowski
[czyta]
„Natomiast typ większy, dwupokojowy, ma jeden mankament. Wydzielona kuchnia jest zbyt mała, aby w niej jadać. Jest to typowe rozwiązanie dla niewłaściwej i przestarzałej eksploatacji mieszkania stosowane dziś w nowoczesnym budownictwie jedynie tam, gdzie funkcjonuje tzw. pomoc domowa. Ujęcie ze względów ekonomicznych coraz bardziej zanikające. Kuchnia powinna więc być albo powiększona o odpowiedni kącik do spożywania posiłków, albo poprzez taki kącik łączona z pokojem, najlepiej mieszkalnym, z możliwością oddzielenia się od pokoju składanymi lub przesuwanymi drzwiami ścianką”.
Katarzyna Kobylarczyk
I to właśnie zrobiliście.
Maciej Czekaj-Słowikowski
Tak. Kupiliśmy już mieszkanie, które miało wyburzoną tą ściankę.
Katarzyna Kobylarczyk: Poza przesuwaniem ścian, drążeniem w sufitach dziur, żeby można było powiesić karnisze, była jeszcze jedna bardzo ważna dla historii Bloku Szwedzkiego przeróbka, którą jeden z mieszkańców zrealizował w swojej piwnicy. Poprosiłam Maćka, żeby opowiedział nam tę historię, a jest to historia z dreszczykiem.
Maciej Czekaj-Słowikowski
U nas w piwnicy, znaczy konkretnie w tej klatce, tylko że to drugi segment po tamtej stronie, za ścianą od pani Jadzi, było tutaj kiedyś mieszkanie lokatorskie. Więc w tym mieszkaniu lokatorskim była impreza i najprawdopodobniej w trakcie tej imprezy był jeden zgon i to była kobieta o rudych włosach. I chciano – to w latach siedemdziesiątych było - usunąć tak zwłoki, żeby zatrzeć ślady. Więc zawinięto ją w dywan, zaniesiono do piwnicy.
Pani Marta
I zbudowano taki sarkofag na tym zamurowaniu. I pan, który robił remont w mieszkaniu, zaczął robić remont w piwnicy. Ale ja nie wiem po co, bo ten sarkofag był fajny! Ja tam byłam w tej piwnicy i można tam było na tym… to taka półka dosyć szeroka, gdzieś na sześćdziesiąt centymetrów…
Maciej Czekaj-Słowikowski
Tylko że te piwnice są malutkie.
Pani Marta
No i tak gdzieś tego, no można było tam sobie poukładać słoiki, czy coś, jakieś przetwory. On to chciał zlikwidować
Maciej Czekaj-Słowikowski
No bo on się zorientował, że inni nie mają takich sarkofagów.
Pani Marta
Zaczął kopać i puknął raz, drugi, trzeci. Tak zobaczył rude włosy. Nie, czy zobaczył dywan, odwinął ten dywan, a tam mumia z rudymi włosami. Ja wracam akurat z pracy, patrzę, on siedzi na schodach, na parterze, tu na tych czterech schodkach i pali papierosa i ręka mu się tak trzęsie, i blady... Pytam się, coś się panu stało? Źle się pan czuje? „Nie, nie, nie, niech pani nie idzie, nic nie tego”. A potem dopiero dowiedziałam się, że on… A to Anki od Wojtusia ojciec.
Katarzyna Kobylarczyk
To ile ona tam leżała?
Maciej Czekaj-Słowikowski
Z trzydzieści lat?
Pani Marta
Nie, trzydzieści nie. Nie, nie, bo to było w siedemdziesiątych latach, a…
Maciej Czekaj-Słowikowski
Artykuł jest z 2004 roku.
Pani Marta
A to może było… może tak, było w dwutysięcznym...
Maciej Czekaj-Słowikowski
No to trzydzieści.
Pani Marta
Lata siedemdziesiąte, może osiemdziesiąte na początku.
Katarzyna Kobylarczyk
I nic się wam nie śniło?
Maciej Czekaj-Słowikowski
[śmiech]
Pani Marta
Nie, nie, nie. Gościu, w którego mieszkaniu to się zadziało, to już nie żył.
Katarzyna Kobylarczyk
Maćku, ostatnie pytanie. Jak wam się tu mieszka? Ludziom, którzy z nowoczesnego budownictwa przyszli tutaj.
Maciej Czekaj-Słowikowski
Cudownie. Bo my wcześniej mieszkaliśmy na jedenastym piętrze. Był to taki dom wschodzącego słońca. To jest przy Bratysławskiej.
Pani Marta
[smutno] Ooooo, miejsce beznadziejne w sumie.
Maciej Czekaj-Słowikowski
Tak, bo to jest przy skrzyżowaniu i to jest beton, i beton, i beton. Tam nie ma w ogóle zieleni. I okna są… Powierzchnia mieszkania dokładnie taka sama 54 metry. Natomiast wszystkie okna na jedną stronę, więc brak możliwości przewietrzenia mieszkania, brak możliwości zaznania zieleni. Musieliśmy kawałek iść do parku, i to było mieszkanie wynajmowane i wtedy wiedzieliśmy, że chcemy mieszkanie w Hucie, bo Huta przede wszystkim jest zielona, są daleko inne bloki. Wiadomo, że niekoniecznie standard tych mieszkań jest początkowo przynajmniej taki, jaki by młode osoby oczekiwały, prawda, czyli od dewelopera, wszystko nowe i tak dalej. Natomiast liczyliśmy się z tym, że będziemy po prostu robić remont. No i staramy się, żeby to było tak, jak my byśmy chcieli, żeby ten standard był nieodbiegający od tego, co mają na przykład nasi rówieśnicy, a z drugiej strony mamy taką wartość dodaną, której nam nikt nie zabierze. I to nam powiedziała Ada, właśnie poprzednia właścicielka, gdzie kręciliśmy trochę nosem na to mieszkanie, bo było rzeczywiście bardzo do remontu i oni tak bardzo chałupniczo remontowali niektóre rzeczy. Na przykład łazienka w ogóle nie była przez 20 lat remontowana. To [Ada] powiedziała nam jedną rzecz, że to czego nie możecie zmienić to widok za oknem, a resztę wszystko możecie zmienić. Więc jakby też to, że my możemy dostosować ściany do swoich potrzeb, że nie mamy tych ścian nośnych, żaden sąsiad nam się jakby nie wcina, jak to jest w tych blokach późniejszych z lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych, już nie mówię o wielkiej płycie, że mieszkania się wcinają jedno w drugie i ktoś ma łazienkę tam, gdzie ktoś ma sypialnię i ma to przez ścianę, ktoś się kąpie, ktoś nie może spać, ktoś się tłucze, bo jest kuchnia na przykład za [ścianą]. To tutaj nie ma tego problemu. Tutaj po prostu [są] te grube ściany konstrukcyjne. Jakby to stanowi o tym, że nie ma konfliktów na przykład o ciszę. No bo tutaj są ciche te mieszkania. Natomiast no o kolorki to już tak.
[śmiech]
Katarzyna Kobylarczyk
Bardzo Wam dziękuję za tę rozmowę i za gościnę w Bloku Szwedzkim.
Pani Marta
My też dziękujemy. Bardzo nam miło było.
Katarzyna Kobylarczyk
Państwu również dziękuję za uwagę i zapraszam za tydzień na kolejny odcinek podcastu „Ludzkie Wnętrze”, w którym przyglądamy się Nowej Hucie, jej mieszkańcom i wnętrzom.























