Ich biblioteka - biblioteka Zakładowego Domu Kultury Huty im. Lenina - była najstarszą instytucją nowohuckiej kultury. Zakładały ją kobiety. O 75 latach historii i współczesności biblioteki kiedyś ZDK HiL, a dziś Ośrodka Kultury Norwida opowiadają Jadwiga Bilska-Duda, Barbara Cygan, Anna Korfel, Agata Baran i Wiesława Wykurz. Zaprasza Katarzyna Kobylarczyk!
Transkrypcja nagrania:
Magdalena Bielawska
Najstarsza książka w Bibliotece Ośrodka Kultury z numerem inwentarzowym 28 to książka Tadeusza Borowskiego „Opowiadania z książek i gazet” wpisana do inwentarza dnia 28 kwietnia 1951 roku.
Katarzyna Kobylarczyk
Zabieram dziś Państwa do biblioteki i to do biblioteki szczególnej, bo takiej, która była pierwszą instytucją kultury na terenie budującej się Nowej Huty. Swoją działalność rozpoczęła już w grudniu 1950 roku i szybko znalazła się w strukturach Zakładowego Domu Kultury Huty im. Lenina, którego tradycję kultywuje dziś Ośrodek Kultury Norwida. Biblioteka na osiedlu Górali i jej filie od ponad 75 lat zaspokajają czytelnicze apetyty nowohucian i nowohucianek. Co ciekawe, od samego początku kierowniczkami i pracowniczkami biblioteki były wyłącznie kobiety.
Nazywam się Katarzyna Kobylarczyk i dla Nowohuckiego Archiwum Społecznego Ośrodka Kultury Norwida oraz dla Państwa zbieram opowieści i wspomnienia o Nowej Hucie. Dziś zapraszam na podcast z serii „Nowohucianki” zatytułowany „Bibliotekarki”.
Jadwiga Bilska
Ona powstała na jakieś zapotrzebowanie, na propozycję związku zawodowego, ale... No tak, dlatego że huta już tutaj istniała i ta biblioteka od 1950 roku zaczęła jakby być z wpisem inwentarzowym... Dnia 2 grudnia 1950 roku. Pierwszy wpis inwentarzowy. I ona sobie powolutku i potem w następnym roku znowu jakiś wpis i to było małe, ale jednak już zaczęło funkcjonować. Pierwszy wpis 2 grudnia 1950 roku 20 pozycji i w następnym roku w kwietniu 60 pozycji.
Katarzyna Kobylarczyk
Biblioteka finansowana przez jeden z największych zakładów przemysłowych w kraju, czyli Hutę im. Lenina, bardzo szybko rozrastała się. Mówią panie Wiesława Wykurz, dawna dyrektorka Ośrodka Kultury Norwida i Barbara Cygan, bibliotekarka.
Wiesława Wykurz
Huta wtedy nie szczędziła pieniędzy na zakupy książek, także nie dosyć, że była to największa biblioteka, oprócz biblioteki publicznej. Nie wiem, czy to były porównywalne księgozbiory, jeśli chodzi o ilość, czy nie, trudno mi w tej chwili powiedzieć, ale to była bardzo duża biblioteka, która na terenie Huty działała.
Barbara Cygan
Ta biblioteka miała bardzo dobrą opinię i ona słynęła z tego, że ten księgozbiór jest, że tutaj można znaleźć różne rzeczy, których może nie być w innych bibliotekach. Także zdarzało nam, mieliśmy tutaj czytelników nie tylko dzielnicowych, ale z różnych miejsc w Krakowie.
Katarzyna Kobylarczyk
Jedną z takich czytelniczek była pani Wiesława Wykurz, późniejsza dyrektorka Ośrodka Kultury Norwida. O bibliotece Zakładowego Domu Kultury Huty opowiedziały jej wówczas studentce polonistyki koleżanki z roku.
Wiesława Wykurz
Wtedy byłam zafascynowana, w tamtych latach studenckich, twórczością Remarque’a. No i szukałam jakiejś tam pozycji i pytałam, czy tam one nie mają, bo tak bym sobie chętnie przeczytała, która z nich mówi, słuchaj, w ZDK Hilu jest taka wspaniała biblioteka. Mówi, jedź tam, to jest na górali pięć i tam na pewno to znajdziesz.
Długo się jechało bardzo, wysiadłam na Placu Centralnym, weszłam w Aleję Róż i zgłupiałam. Po prostu usiadłam na ławce, akurat był to maj albo czerwiec i odurzył mnie wręcz zapach róż wszechobecnych wtedy. I siedziałam na tej ławce, oczywiście się pogubiłam, nie wiedziałam, zawsze miałam kłopoty z orientacją i myślałam, Boże, jak tu jest pięknie. No nie chciało się z tego miejsca wyjść. Ale kogoś tam zapytałam, jak do biblioteki ZDK HiL-u, no to trafiłam, wchodzę do tej biblioteki, a tam dyżur miałam bardzo zacna, jak się okazało później, pani Krystyna Kuzke, bibliotekarka. Bardzo, bardzo nam się dobrze rozmawiało. Oczywiście pojawiła się herbatka, w tym pani Kuzke, no to była bibliotekarka taka z krwi i kości, do dzisiaj ją bardzo, bardzo dobrze wspominam.
Katarzyna Kobylarczyk
Jedną z twórczyń biblioteki i jej kierowniczką od 1956 roku była pani Maria Butyter, z wykształcenia polonistka, absolwentka pierwszego powojennego rocznika na Uniwersytecie Jagiellońskim. Wielokrotnie odznaczona m.in. odznaką Zasłużonego Działacza Kultury oraz Złotym Krzyżem Zasługi. Zapytałam pani Jadwigi Bilskiej, która w 1990 roku zastąpiła Marię Butyter na stanowisku kierowniczki biblioteki, jaką osobą była pani Maria?
Jadwiga Bilska
Bardzo interesującą, bardzo energiczną. Miała pomysły, które wcielała, ale umiała, umiała rozmawiać, ale wymagała, nie zawsze dopuszczała sprzeciw albo dyskusji, ale ja ją mam w pamięci jako osobę taką pełną energii, życzliwości, chęci, porozumienia i zrozumienia. Była ważna, była tutaj wiele, wiele lat.
Chyba najdłużej ona była. Biblioteka Zakładowego Domu Kultury Huty była instytucją dużą i szeroko rozgałęzioną. Jej główna siedziba znajdowała się na osiedlu Górali 5, w budynku ZDK HiL.
Tu umieściły się wypożyczalnia beletrystyczna, wypożyczalnia dziecięca oraz czytelnia, ale biblioteka i bibliotekarki starały się być jak najbliżej czytelników i czytelniczek. Oddziały i punkty biblioteczne powstawały więc nie tylko w filiach i klubach ZDK HiL, ale nawet w hotelach robotniczych i bezpośrednio na wydziałach produkcyjnych kombinatu metalurgicznego. Mówią panie Barbara Cygan i Wiesława Wykurz.
Barbara Cygan
Te skrzydła tutaj tego budynku były zajęte przez bibliotekę. Tamto skrzydło to był dział beletrystyczny i dział dla dzieci, natomiast tutaj był dział naukowy, a na górze była czytelnia. Także ta biblioteka była takim jakby centralnym miejscem tego domu kultury.
Ta literatura, książka, czytelnictwo od początku działalności była bardzo istotną formą w upowszechnianiu kultury. Oprócz biblioteki, które posiadały kluby, w latach właśnie 70. i jeszcze 80. funkcjonowały na terenie wewnątrz, na terenie wybranych, tam gdzie były warunki ku temu, tak zwane punkty biblioteczne, obsługiwane przez pracowników biblioteki, bibliotekarzy w określonych godzinach. Wydział, który zwrócił się do nas, że chciałby mieć na miejscu dla swoich pracowników taką wypożyczalnię książek, on to otrzymywał. Główna siedziba biblioteki mieściła się na osiedlu Góra Lipień.
Katarzyna Kobylarczyk
W budynku zakładowego Domu Kultury. Pani Anna Korfel dobrze zapamiętała dział beletrystyczny zajmujący pomieszczenia dzisiejszej galerii Huta Sztuki.
Anna Korfel
A to było pomieszczenie po jakimś barze rybnym, podobno. Albo było zaplanowane, więc być może pod spodem były jakieś piwnice przeznaczone do przechowywania tych ryb, bo strasznie było tam w tych pomieszczeniach zimno, tak jakby ciągnęło od dołu, bo ja od nóg tam bardzo mam. Głównym miejscem pracy pani Anny była jednak filia biblioteki w Klubie Młodych na osiedlu Młodości. Biblioteka w Klubie Młodych była traktowana, jak ja to złośliwie nazwałam, jak Gujana Francuska. Kojarzy pani, że tam była kolonia karna. No, ale przebidowałam tam jakoś na tych 10 lat w tym Klubie Młodych. Między innymi tam obsługiwaliśmy mieszkańców hoteli robotniczych, ale też mieszkańców okolicznych osiedli.
I przychodzili do nas także ludzie, bo to dla mnie ważne, być może bzdura. Można było do naszej biblioteki wejść z psami. I przychodziła pani z wilczurem, który, myśmy na tej wysokości mniej więcej lady mieli. On jak stał, to bez podnoszenia łba mógł położyć na ladzie. Duży był, ale umarł później na cukrzycę. W każdym razie ona kiedyś wyszła ode mnie tuż przed zamknięciem biblioteki z takim stosem książek. Ja jakieś 20 minut później wracałam piechotą do domu, bo zawsze to robiłam na Placu Centralnym. I patrzę, a pani idzie po szerokim trawniku, takie jakie są na Wandy i na tego. Pies ją ciągnie, gdzie chce, a ona czyta.
Ale najbardziej urocze to były dziewczyny, które to były przeważnie dziewczyny pracujące w kuchni. Bardzo sympatyczne, proste w konstrukcji, czytały głównie Radziewiczówną, Mniszkówną i prosiły coś „a’la w podobie”. Mi się tak strasznie to powiedzenie spodobało, że ja używam go do dziś.
„A’la w podobie”. Biblioteka Zakładowego Domu Kultury Huty mogła poszczycić się bardzo dobrym księgozbiorem z wielu dziedzin. Na drewnianych półkach bibliotecznych literatura techniczna, nie tylko związana z hutnictwem, sąsiadowała z wybitnymi i trudno nieraz dostępnymi dziełami z historii sztuki, poezji czy teatru.
Katarzyna Kobylarczyk
Wiele osób przychodziło by korzystać z księgozbioru naukowego na miejscu, w czytelni. Dawna bibliotekarka Agata Baran zapamiętała bardzo szczególnego czytelnika.
Agata Baran
To był pan, który mieszkał właśnie w tym samym bloku i owszem, pożyczał literaturę do czytania, ale szybko się dowiedziałam od koleżanek z pracy, że pan pisze prace magisterskie za alkohol. Nie wiem, jaką ilość zazwyczaj mówiły, że za skrzynkę, ale myślę, że nawet za mniej pisał niż za skrzynkę. I pan sam już potem się śmiał. Już był pytany nawet przez nas, na jaki teraz pan pisze, ponieważ pan pisał, co mu z historii, najwięcej chyba z historii, ale pisał też z chemii raz organicznej.
On po prostu przychodził, wypożyczał sobie literaturę, tym razem w dziale naukowym. Pisał i potem przepadał. I było wiadomo, że przepadł, bo zapewne dostał gratyfikację za rzeczoną literaturę. I niestety tworzył związek z panią, to chyba było małżeństwa też sobie właśnie, znaczy nie, nazywały się tak samo, co małżeństwo, która niestety miała tę samą fascynację alkoholem co on, życiową. No i niestety tworzyli taki bardzo, bardzo patologiczny związek do tego stopnia, że chodziły takie dziwne opowieści, że właśnie na portierni objawił się rzeczony pan z nożem dokładnie między żebrami. Przy czym pan był na tyle obeznany w sprawach, że go nie wyjmował, tylko prosił, żeby ktoś zadzwonił na pogotowie, żeby przyjechali i go uratowali. Podobno zrobiła to pani żona, ale tak naprawdę nie wiem, czy to była pani żona, czy jakiś współpijący, no ale oczywiście pan przeżył, nic mu się nie stało, pogotowie przyjechało. Było dużo sprzątania podobno na portierni, bo pan jednakowoż broczył. Aczkolwiek historia, że pisał prace magisterskie mnie bardziej urzeka niż nóż w żebrach.
Katarzyna Kobylarczyk
Biblioteka, zwłaszcza dział beletrystyczny, dbała także o lżejsze pozycje czytelnicze. Opowiadają obecna kierowniczka biblioteki Magdalena Bielawska i dawna kierowniczka Jadwiga Bilska.
Magdalena Bielawska
Furorę robiły jeszcze w latach 90-tych literatura wojenna, tak może ogólnie powiem o tym. W ówczesnym dziale beletrystycznym 4 albo 5 regałów zajmowała ta wojna na bank. Ja pamiętam panów, ponieważ beletrystyka była wyłożona wykładziną, pamiętam panów leżących albo półleżących przy tych regałach i tak godzinami przeglądających tą literaturę. To już na mnie wrócą te czasy, takiej ilości czytelników.
Jadwiga Bilska
Pamiętasz, jak mieliśmy pudło, było w beletrystyce pudło harlekinów, które nie były wpisane do inwentarza, były tylko oznaczone pieczątką i numerem takim, żeby był i one leżały na osobnej półce i były bardzo wypożyczane. Jak zaczytane to były do kosza, no bo nie były w inwentarzu, ale robiły też trochę frekwencji.
Katarzyna Kobylarczyk
Lata 80. okazały się trudne dla biblioteki ZDK Hill. Jako pierwsza ofiarą zmian padła filia biblioteki w Klubie Młodych. Te czasy pamięta pani Anna Korfel.
Anna Korfel
Właśnie, 1983 rok to jest jeszcze jedno wydarzenie w moim życiu. I w moim życiu właśnie to jest biblioteka. W 1983 roku zostało otwarte Nowohuckie Centrum Kultury. Ówczesny, znaczy nie wiem, być może ten pan jest jeszcze, ale w każdym razie założył, że ma być biblioteka. Tylko, może dlatego, że biblioteka była, ta w Klubie Młodych była już jakby z góry skazana wtedy na likwidację, więc postanowili przejąć ten księgozbiór. Była inwentaryzacja w tym kierunku robiona. Ja już się zaczęłam starać o pracę gdzie indziej i nagle wiadomość, że część tego księgozbioru zostanie przejęta, ponieważ pan dyrektor zwiedził magazyny w NCK-u ówczesnym i stwierdził, że to nie zmieści się w całości. Dlatego przejęli tylko część księgozbiorów. Przejęli w całości wypożyczalnię naukową. Przejęli, chyba historię, ale na pewno wzięli mi z literatury pięknej wzięli lekturę. To proszę sobie wyobrazić, jak można pracować za takim okrojonym księgozbiorze.
Katarzyna Kobylarczyk
Na przełomie lat 80. i 90. Huta imienia Lenina wkroczyła w okres restrukturyzacji. Potężna biblioteka, niegdyś jej chluba i duma stała się nagle zbytkiem, kulą u nogi dla prywatyzowanego przedsiębiorstwa. Pojawiły się naciski, by ograniczać koszty i zamykać to, co nie przynosi dochodu. Postawiło to bibliotekę w niełatwej sytuacji. Przez ten trudny czas instytucję przeprowadziła kolejna kierowniczka, pani Jadwiga Bilska.
Jadwiga Bilska
Zaczęły się naciski na dyrekcję, żeby ograniczyć ilość bibliotek, bo tych bibliotek, które huta finansowała, było kilka. Pierwsza likwidacja to była chyba Kombatanta, druga likwidacja to była Młodości, potem Śródpole. To były te likwidacje, które ja musiałam przeprowadzać. To była trudna sprawa. To, co było w hotelach, gdzieś tam w domach wczasowych, to zostało po prostu spisane tutaj z naszej księgi, że niech oni tam już sobie z tym robią, co chcą. Poszło jako ubytki, no bo nie miało sensu robić tam inwentaryzacji, sprawdzać, co zostało, co nie zwrócono. Bez sensu. To poszło.
Katarzyna Kobylarczyk
Pod kierownictwem Jadwigi Bilskiej biblioteka z sukcesem przetrwała trudny czas zmian. Szybko weszła na drogę nowoczesności, opowiada pani Barbara Cygan.
Barbara Cygan
To był koniec lat dziewięćdziesiątych, to było może gdzieś 1998, 1999, jakoś tak. W każdym razie tutaj bardzo szybko zaczęło być zainteresowanie komputeryzacją, ponieważ dyrektor Szymońska, ona bardzo interesowała się tym, co się dzieje na świecie. Także właśnie ona mnie odciągnęła od wypożyczania, od katalogowania, etc.
Właśnie od niej miałam to polecenie, żeby się zająć jeszcze z dwoma chłopakami właśnie komputerami. Ona uważała, że to się najbardziej przyda do biblioteki, ale przy okazji, jak my się nauczymy, to nauczymy też pozostałych. Dyrektor Szymońska, ona nawiązała współpracę z taką firmą komputerową tutaj z Krakowa.
Oni nam dostarczali sprzęt i został stworzony taki dział specjalny właśnie do komputeryzacji. Byliśmy właśnie z Joanną Korną razem pracowały w tym dziale. Byliśmy chyba w czołówce wtedy w ogóle tych wszystkich tutaj, zwłaszcza bibliotek, które miały do czynienia już wtedy z komputeryzacją.
Katarzyna Kobylarczyk
Biblioteka niegdyś Zakładowego Domu Kultury Huty, dziś Ośrodka Kultury Norwida z powodzeniem przeszła przez trudny czas zmian i do dziś służy czytelnikom i czytelniczkom i tym nowym i tym starym. Składa się dziś z dwóch chwili. Jednej na osiedlu Górali 5 i drugiej w klubie Kuźnia na osiedlu Złotego Wieku 14. Jej kierowniczką jest dzisiaj Magdalena Bielawska. Oddajmy jeszcze na chwilę głos jej oraz pani Jadwidze Bilskiej. Biblioteka była, jest i mam nadzieję, że będzie.
Jadwiga Bilska
Było dużo zmian. Zmieniali się ludzie, którzy tu pracowali. Byli, odchodzili i niektórzy już odeszli na ten wieczny odpoczynek. A czytelnicy też byli, wyjeżdżali, czasami wracali, ale ciągle są nowi. Ale daliśmy radę. Dałyśmy, bo to był ten czas, kiedy same kobiety tu pracowały. Akurat tak się złożyło.
Katarzyna Kobylarczyk
Dziękuję Państwu i do usłyszenia.
























